Category Archives: Uncategorized

Actualnosci


Rok temu, pod koniec stycznia, spotkaliśmy się w Sakwie na uroczystym otwarciu nowego sezonu Polskiego Teatru „Studio”. Tyle było wtedy planów, zapowiedzi, jednak 2020 r. przyniósł niespodziankę… Czy był to rok stracony?

To był trudny, okropny rok. Na pewno nie chcę, by jeszcze kiedyś powtórzył się podobny, z niecierpliwością czekam na koniec pandemii i powrót do normalności. Stracony jednak nie był. Mógł być, ale nie zmarnowaliśmy tego czasu.

Co udało się więc zrobić?

Przede wszystkim – udało nam się występować na żywo. Dla mnie to jest najważniejsze, bo za to właśnie kocham teatr, za możliwość bezpośredniego spotkania z widownią, za prawdziwe emocje, które są tylko tu i teraz. Graliśmy do końca, zanim teatry zostały zamknięte w marcu i wykorzystaliśmy każdą chwilę by być z widzami. W zupełnie szalonych warunkach współorganizowaliśmy Międzynarodowy Festiwal Sztuk Trans/Misje, który odbył się w Wilnie i Trokach na początku września. Do końca nie byliśmy pewni, czy teatry będą mogły dojechać i czy nie zabraknie nam widowni, ale wszystko się udało. Wykorzystaliśmy krótką chwilę, gdy sytuacja z koronawirusem była opanowana, dostosowaliśmy program do szczególnych okoliczności i nie mam wątpliwości, że było warto. Teraz, gdy znów trwa kwarantanna, wspominam ten czas jak prawdziwe święto teatru.

Później było, niestety, znacznie trudniej… Jak radziliście sobie w czasie zamkniętych teatrów?

Festiwal MonoWschód byliśmy zmuszeni przenieść do internetu, zachowaliśmy go w symbolicznej formie, by choćby w ten sposób stworzyć możliwość spotkania się teatrów, z którymi współpracujemy, przypomnieć o sobie nawzajem. Często postrzegamy festiwale z perspektywy widowni, ale są one ważne przede wszystkim dla samych teatrów. Dają nam motywację do pracy, szansę, na uczenie się od siebie nawzajem. Nie chcieliśmy z tego rezygnować. Pomimo wszystko mamy się jednak z czego cieszyć – w tak trudnym roku mieliśmy dwie premiery. Pierwsza to „Witajcie w Kabarecie” – nasz ostatni spektakl na żywo, wystawiony w ramach Trans/Miisji i MonoWschodu, w którym zagrała Justyna Stankiewicz. Drugi to propozycja online – „Troje w chacie”. Można powiedzieć, że było to historyczne wydarzenie, gdyż była to prapremiera. Teraz czekamy na możliwość wystawienia tej sztuki na żywo. Szukaliśmy także nowych form dotarcia do wileńskiej widowni, przez „Bajki na dzień dobry”, Środy Literackie. Czymś zupełnie nowym była także współpraca z TVP. Po raz pierwszy nasze spektakle zostały przeniesione do teatru telewizji, co jest dla nas bardzo ważne. Zaproponowano nam telewizyjną wersję dwóch naszych najbardziej rozpoznawalnych spektakli, czyli „Zapisków oficera Armii Czerwonej” i „Na wileńskiej ulicy”. To było bardzo cenne doświadczanie dla nas, jako teatru, z tego, co wiem spodobało się również widzom.

Ten sezon był szczególny, ponieważ w Polski Teatr „Studio” w 2020 r. obchodził 60-lecie istnienia. Co ten jubileusz oznacza dla Pani jako osoby związanej z zespołem niemal od początku?

To dla mnie bardzo ważne wydarzenie. Nie jestem osobą sentymentalną, ale czuję ogromną wdzięczność wobec ludzi, którzy tworzyli ten teatr, z którymi wspieraliśmy się nawzajem w trudniejszych warunkach, niż mamy obecnie. Przyszłam do teatru jako 15-latka. Można więc powiedzieć, że miał wpływ na całe moje życie. Na pewno nie była to świadoma droga, nie planowałam, że zostanę w nim tak długo, że skończę reżyserię. Tak po prostu wyszło i dziś mogę się jedynie cieszyć, że mogę kontynuować pracę pani Janiny Strużnaowskiej, że dziś mamy wielu dobrych polskich aktorów w Wilnie i że niemało wśród nich osób, które wyrosły z naszego teatru.

Fot. Lila Kiejzik w roli Marianny Fot. Archiwum PTS

Dla większości osób związanych z Polskim Teatrem „Studio” jest on zajęciem ważnym, ale dodatkowym. Dlaczego dla Pani stał się częścią życia zawodowego?

Tak po prostu wyszło. Próbowałam wielu rzeczy, zaczynałam studiować fotografię, skończyłam polonistykę, przez wiele lat pracowałam jako nauczycielka. W szkole też robiłam różne rzeczy, prowadziłam zajęcia pozalekcyjne, a nawet uczyłam „zerówkę” (to chyba było największe wyzwanie w moim życiu zawodowym). Teatr zawsze był obok, praca w szkole zupełnie nie przeszkadzała mi w tym, wręcz odwrotnie, oba te doświadczenia nawzajem się uzupełniały. W latach 80., po śmierci pani Janiny Stróżowskiej, okazało się, że jest nam potrzebny reżyser. To była kwestia dalszego istnienia teatru. Potrzeby był ktoś z doświadczeniem pracy w dziedzinie kultury i po studiach w tym kierunku. Tak rozpoczęłam studia reżyserskie na Akademii Teatralnej w Wilnie. Po prostu – była taka konieczność. Było to potrzebne również dlatego, że po prostu nie mieliśmy środków na zatrudnienie reżysera z zewnątrz. Pani Strużanowska zapewniała nam współpracę z najlepszymi reżyserami na Litwie, ale nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że ona płaciła za to z własnej kieszeni. To była wspaniała kobieta, całkowicie oddana swojej misji. Nikomu o tym nie mówiła, nie narzekała, po prostu pracowała jako lekarz również po to, aby utrzymać teatr. Kiedy jej zabrakło, najlepszym wyjściem okazało się wykształcenie osoby z naszego zespołu.

Czy były wówczas jakieś organizacja, struktury, na które mogliście liczyć?

Przez bardzo wiele lat liczyliśmy tylko na siebie nawzajem. Pamiętam, jak kiedyś z Witkiem Rudziańcem wieźliśmy całą dekorację trolejbusem, bo nie było nas stać na taksówkę… O wszystko staraliśmy się we własnym zakresie. Z czasem ci, którzy przyszli do teatru jako bardzo młodzi ludzie, pozakładali własne biznesy i również mogliśmy liczyć na ich pomoc. Sytuację zmienił dopiero prof. Andrzej Stelmachowski, inicjator powstania i pierwszy prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. Bardzo dobrze rozumiał nasze problemy, znacznie tego, co robimy. Zawsze mogliśmy liczyć na jego wsparcie. Dzięki niemu udało się nam rozszerzyć działalność, zacząć w Wilnie organizację festiwali. Zyskaliśmy kontakt z polskimi teatrami na całym świecie. Teraz od kilku lat bardzo intensywnie współpracujemy z Fundacją „Pomoc Polakom na Wschodzie”. Bardzo cenię tą współpracę, ponieważ fundacja nie tylko wspiera nas finansowo, ale także zaprasza do udziału w nowych projektach.

W ciągu tak wielu lat, jaki spektakl był dla Pani najważniejszy?

Jeśli chodzi o moje role – najdłużej grałam Mariannę w „Świętoszku”, 10 lat. Nie cierpiałam tej roli, bo nie mam w sobie nic z takiej rozmarzonej dzieweczki, ale nie mogłam się z niej wyzwolić, grałam, nawet będąc w ciąży. Jeśli chodzi o reżyserię, najważniejsza były na pewno „Dziady”, których fragmentem rozpoczęliśmy zresztą 60. sezon. Po raz pierwszy wystawiliśmy je ponad 30 lat temu. Był rok 1989 r., i tym dramatem po prostu się żyło. Tego nie da się dziś opisać, ale w czasach przełomu każde słowo Mickiewicza brzmiało zupełnie inaczej niż teraz. Byliśmy z tym spektaklem w Polsce, otwierała się przed nami zupełnie inna historia.

Jubileusz nie został jednak zakończony – zapowiadane na grudzień uroczystości nie obyły się. Co dalej?

Ponieważ koronawirus ukradł nam ubiegły rok, postanowiliśmy sobie wziąć kawałek tego. Mamy nadzieję, że do wiosny uda nam się wrócić na scenę, że będzie możliwość świętowania wspólnie tak ważnej dla nas rocznicy. Jak już mówiłam – teatr to spotkanie, dlatego właśnie nie zastąpiło go kino czy telewizja. Na pewno nie wystarczy nam jubileusz online. Poczekamy na możliwość bycia razem.

Ilona Lewandowska/“Kurier Wileński“


Jubileusz 60-lecia teatru miał minąć pod znakiem festiwalowych emocji i ciekawych premier, tymczasem pandemia pokrzyżowała plany wszystkich środowisk artystycznych. Polskie Studio Teatralne – Teatr Studio doskonale odnalazło się w tej nowej rzeczywistości – sztuka przeniesiona została do Internetu, a zobowiązanie: „Być bliżej widza” nabrało zupełnie nowej treści.

Czytac dalej


W sylwestrowy wieczór, dzięki TVP Wilno, na chwilę powróciło Wilno sprzed lat. W filmowej wersji spektaklu Polskiego Teatru „Studio” „Na wileńskiej ulicy” poezja i piosenki z lat 30. przypominają nam o bogatej tradycji artystycznej przedwojennego miasta.

Muzyczny spektakl telewizyjny ,,Na wileńskiej ulicy” 

Spektakl powstał z pomysłu i idei  kierowniczki Polskiego Teatru STUDIO w Wilnie – Lilii Kiejzik w myśl pokazania Wilna jako wielokulturowego, wielonarodowego miasta z lat przedwojennych, gdzie na scenie Teatru na Pohulance brzmiało polskie słowo, a znani polscy aktorzy tworzyli jeden z głównych ośrodków teatralnych ówczesnej Polski.

https://wilno.tvp.pl/51620937/filmy-tvp-wilno

 
  

 


 
Projekt jest realizowany przy wsparciu
Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie“, finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów RP w ramach zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą.Powstanie scenariusza sztuki było możliwe dzięki stypendium Ministra Kultury Dziedzictwa Narodowego RP Profesora Piotra Glińskiego
Występują: Oskar Wygonowski, Edward Kiejzik, Alina Masztaler, Agata Gornatkiewicz, Grzegorz Jakowicz, Marek Kubiak, Kierownik artystyczny –  Lila Kiejzik, Reżyseria-  Sławomir Gaudyn
 
 
 

Czytac dalej